CIRYAM – Desires – darkplanet.pl

Ciryam to nazwa, która obiła mi już się o uszy. Pamiętam ich z Metalmanii 2007, ale też istnieją już kilkanaście lat, a „Desires” to ich czwarta płyta. Z tego co widzę to jednak pierwsza po angielsku. Nie będę porównywał tego dzieła z poprzednimi dokonaniami zespołu, ponieważ ich nie znam. Skupię się za to na reklamowaniu tego co mam, bo jest to znakomita porcja gotyckiego metalu.

Nie wiem czy słowo gotycki jest tu zupełnie na miejscu, bowiem Ciryam proponuje znacznie szerszy zakres tematyczny, wypełniający rozległą muzyczną przestrzeń pomiędzy The Gathering, a Guano Apes. Jest tu więc i subtelna uczuciowość i rockowy pazur, których duchowym przewodnikiem jest anielski głos Moniki Węgrzyn. To na bazie tego śpiewu zbudowane są utwory, którym jednak wcale nie brakuje gitarowego wsparcia. Potrafią się fajnie rozkręcać i eksplodować pełną mocą, lub od samego początku być ciężkie i metalowe. Dodatkowym urozmaiceniem są, dodające orkiestralności i melodyjności, skrzypce.

Co do samych piosenek to również musze pochwalić inwencję, ponieważ są zróżnicowane, tworzą odrębne całości i bardzo szybko można się z nimi zaprzyjaźnić. Łatwo je rozpoznawać oczywiście ze względu na efektowne partie wokalne. Takie „Alone”, „For You” czy „Pine Code” zaszczepiają się bardzo szybko i kołaczą się po głowie. Ogólnie płyta udana i myślę, że fanom takiej muzyki powinna sprawić wiele radości.

Za minus uważam natomiast powtórzenie na koniec trzech utworów w wersji „radio edit”. Materiał sam w sobie jest długi i powiększanie go jeszcze o duble powoduje przesyt i pewnego rodzaju znużenie. W dodatku różnią się tylko tym, że są skrócone. No i co to za atrakcja? Jak dla mnie bez sensu.

Co innego dodanie teledysku. Bonus dla chętnych nikomu nie może przeszkadzać, choć musze przyznać, że ten jest wyjątkowo beznadziejny. Małżeńskie sceny z życia Moniki i gitarzysty Roberta Węgrzyna jakoś mnie nie zajarały i zupełnie nie tak wyobrażałem sobie tą muzykę.

No, ale to są tylko techniczne przekombinowania. W odbiorze „Desires” proponuje się jednak skupić na plusach, których jest zdecydowanie więcej i co najważniejsze, dotyczą muzyki. A ta z pewnością jest godna polecenia.

Ocena szkolna: 5-

Źródło: https://www.darkplanet.pl/Ciryam-Desires-50891.html

CIRYAM – Desires – Rock Area

Blisko osiem lat przyszło czekać na następcę, wydanego w roku 2008, albumu „Człowiek Motyl”. Po tylu latach nie mogło obyć się bez zmian i tym sposobem „Desires” to pierwsze wydawnictwo zespołu zaśpiewane w całości po angielsku!

Na nowym krążku Ciryam porusza się po sprawdzonych obszarach muzycznego kalejdoskopu. Utwory są dość dynamiczne i melodyjne. Zespołowi nie można odmówić smykałki do układania nośnych melodii, jest więc dość przebojowo, ale w dobrym tego słowa znaczeniu (czyli na zaistnienie w ogólnopolskich stacjach radiowych, w najlepszym czasie antenowym, raczej nie ma szans). Nie spotkamy się z tu z monotonią. W „Alone” usłyszymy niemal metalowe perkusyjne kanonady, „In The Cage” to dla odmiany fajna próba poeksperymentowania z bliskowschodnimi motywami (pojawiają się tu też smyczki) a „Puppet” z konkretnym riffem zwraca na siebie uwagę teatralno/upiornym nastrojem. Pozostałe utwory to mariaż rocka, rocka progresywnego z elementów metalu.

Wypada to ciekawie i krążek może się podobać. Nie ma słodkości, nie ma lukru, nie ma wdzięczenia się do publiczności i potencjalnych słuchaczy. Ciryam to zespół o sporym doświadczeniu i kroczący, może i już dość wydeptaną ścieżką, ale robiący to z niezwykłą gracją!

8,5/10

Piotr Michalski

Źródło: http://www.rockarea.eu/articles.php?article_id=4782

W fabryce marzeń – Ciryam – „Desires”

Ciryam po długiej przerwie powrócili z nowym albumem, nagranym dla zagranicznego labelu oraz zaśpiewanym wyłącznie po angielsku. Czy zespół ma szansę pokazać się na Zachodzie? Myślę, że przy odpowiedniej promocji na terenach na zachód od Odry na pewno; w innym wypadku obawiam się, że płyta zginie w zalewie jej podobnych. Co prawda nic złego nie mogę napisać na temat Desires, ale czytelnik niniejszej recenzji nie powinien spodziewać się peanów na cześć kapeli Roberta Węgrzyna.

 

Recenzencki etos oraz złośliwość nakazywałyby mi szukać negatywów. Słaba jakość kompozycji? Pudło. Płytka ma jedenaście kompozycji i żadna z nich nie odstaje poziomem od pozostałych. Instrumentaliści dają ciała? Ani trochę. Ekipa Ciryam krzesi iskry ze swoich instrumentów aż miło, natomiast Monika Węgrzyn góruje nad całością swoim pięknym głosem. Brzmienie? Po prostu dobre, trochę może suche, natomiast czyste i czytelne – no cóż, nagrywano w samym Hertzu.

Więc dlaczego nie potrafię krążka Desires  po prostu pochwalić oraz powiedzieć Urbi et Orbi, że mamy kolejny, wspaniały towar ekspertowy na Zachód? No cóż, płyty słucha mi się przyjemnie, doceniam kunszt muzyków Ciryam, niektóre kompozycje się kotłują po głowie, po tym jak już wyjąłem płytę z odtwarzacza i odłożyłem ją na półkę, natomiast obawiam się – nawiązując do wstępu – że, pomimo iż w Polsce Ciryam może być ścisłą czołówką stylistyki, którą uprawiają, Zachód niekoniecznie ich doceni w ogromnym wyborze wydawnictw z całego świata. Może kolejnym razem, kto wie?

Nie będę ukrywał, że język angielski pasuje do Ciryam. Zespół zyskał dodatkowe podkłady melodyjności oraz przebojowości, co doskonale wykorzystano w kompozycjach takich jak For You tudzież Alone. Ekipie Roberta Węgrzyna nie brakuje metalowego ognia, jak w mocarnym Dream’s Factory i kąśliwym, gęstym brzmieniowo Between. Z drugiej strony są łagodniejsze momenty, pełne przestrzeni i ciepła, jak Red Rain oraz Pine Code. Śmiało mógłbym coś dobrego napisać o każdej kompozycji z Desires. Moim cichym faworytem na płycie jest wokal Moniki Węgrzyn – to właśnie jej melodie i refreny tak długo goszczą mi w głowie.

Ciryam na krajowym podwórku to niewątpliwa czołówka, pomimo faktu, że zespół od momentu wydania płyty Człowiek Motyl zwolnił nieco tempo. Formacja próbuje szczęścia na Zachodzie i życząc jej z całego serca jak najlepiej, muszę przyznać, że muzyka Ciryam trochę ginie w tłumie jej podobnych. Na domiar złego wydaje się, że formuła zespołu rockowego z damą na wokalu w stylistyce hard rockowo-metalowej-gotyckiej, jaką niewątpliwie uprawia Ciryam, jest nie tyle na wymarciu, co ten gatunek od wielu, wielu lat jest istnym skansenem. Chociaż, kto wie? Może trendy się zmienią.

Jakub Pożarowszczy

Źródło: http://www.gloskultury.pl/w-fabryce-marzen-ciryam-desires-recenzja/

Nieprzewidywalność, nieszablonowość i nieschematyczność

Najnowszy album Ciryam  zaskoczy pewnie wszystkich fanów tej grupy, bo po kilku latach milczenia ekipa Roberta Węgrzyna przygotowała najbardziej dopracowane wydawnictwo w swej dyskografii. Po „Desires” śmiało mogą więc sięgnąć fani gotyckiego czy progresywnego metalu, lżejszego, bardziej przebojowego, rockowego grania, ale też rozmaitych eksperymentów, ze skrzypcami w roli głównej. Angielskie teksty i zachodni wydawca sprawiają zaś, że wśród tych słuchaczy będzie też pewnie więcej osób z zagranicy:

HMP: Dość długo kazaliście czekać swym fanom na kolejny album Ciryam, bo „Człowiek motyl” ukazał się przecież w 2008 roku. Domyślam się jednak, że w tym czasie nie próżnowaliście, swoje zrobiły też zmiany składu, szukanie wydawcy, etc. ?

Robert Węgrzyn: Dokładnie tak było, życie zweryfikowało dalsze plany poszczególnych muzyków, jednak fundament pozostał nienaruszony, po kilku próbach różnych artystów i muzykantów ukształtował się skład, z którym chcieliśmy dalej tworzyć. Był to czas niezwykle intensywny, zarówno pod względem twórczym jak i marketingowym, w zasadzie cały czas w tym okresie graliśmy koncerty, tworzyliśmy jakieś muzyczne szkice, przygotowywaliśmy się do nowej produkcji itd..

Jak doszło do podpisania kontraktu z fińską Inverse Music Group? Po nie najlepszych doświadczeniach z polskimi firmami uznaliście, że warto rozejrzeć się za wydawcą w świecie?

Doświadczenia z polskimi wydawcami były różne. Czasem ta współpraca przebiegała wybornie, innym razem była jedna wielka masakra. To że szukaliśmy zagranicznego wydawcy to chęć pokazania swojej twórczości za granicami naszego kraju. Wysłaliśmy kilkanaście zapytań względem współpracy, kilka firm się zainteresowało, wybraliśmy najlepszą dla nas opcję i stąd współpraca z Inverse Music Group.

Fakt, że „Desires” została w całości zaśpiewana po angielsku jest pewnie konsekwencją owej umowy, a dzięki temu macie większe szanse na rynkach zagranicznych?

Dokładnie tak, chcesz zdobywać świat porozumiewaj się językiem międzynarodowym. Tutaj nie ma wyboru, jeżeli płyta ma dotrzeć do wielu odbiorców trzeba podać „danie”  tak, by wszyscy je zrozumieli.

W sumie już na poprzedniej płycie znalazły się dwa utwory w wersjach anglojęzycznych – już wtedy liczyliście się z tym, że kolejna płyta może ukazać się na Zachodzie?

Brawo za spostrzegawczość i analityczne myślenie, zgadza się już wtedy testowaliśmy swoje możliwości w zestawieniu z dużymi tytułami (śmiech).

„Desires” to kolejny album koncepcyjny w waszym dorobku – co zainspirowało właśnie ten temat i czym są owe tytułowe żądze?

Zdecydowanie tak, człowiek fascynuje, każde jego oblicze i zachowanie, tym razem szczegółowo rozdrobniłem jego ciemne strony zachowania, żądze – wszelkie słabości, bez których nie mógłby istnieć. Równowaga zawsze w cenie, jednak jeżeli jej nie ma, a szale przeważają grzeszki to… no właśnie – zapraszam do głębszej analizy mojej liryki (śmiech).

Fakt, że każdy z nas ma lepszą i gorszą stronę jest oczywisty, ale już to, że wielu ludzi nie zamierza robić niczego, by przezwyciężyć swoje słabości, stać się kimś lepszym, zdecydowanie nie napawa optymizmem. Liczysz, że teksty z „Desires” może komuś pomóc w uzmysłowieniu sobie, że ta mroczniejsza strona jego osobowości wcale nie musi dominować?

Być może tak, może znajdzie się osoba, która zrozumie, że to może być droga donikąd, a inna osoba utożsami się w stu procentach i będzie czuć się z tym dobrze, a może ktoś zastanowi się, w którym jest miejscu i zawróci… zawsze są dwa wyjścia.

Będzie to ułatwione o tyle, że warstwa muzyczna tego albumu jest bardzo urozmaicona – wygląda na to, że jesteście jednym z tych zespołów uwielbiających płatać figle recenzentom, bądź zwolennikom muzycznych szufladek? (śmiech)

Wojtku brawo po raz drugi, to w stu procentach definicja naszej twórczości. Nie uda się nas zaszufladkować do żadnej szuflady, gęsto i często poruszamy się w szeroko rozumianym rocku, pop rocku, nu metalu, rocku progresywnym, jazzie, power czy heavy metalu, zatem nie uda się. A tak zabawa z recenzentami zawsze napawa nas uśmiechem, a szufladkowanie uwielbiamy, (śmiech).

Jak dla mnie „Desires” to rock z wpływami grania progresywnego,  metalu i gotyku, a miejscami nawet nowoczesnego popu – a jak wy sami określacie to co gracie?

Generalizując w szybkim skrócie to progpoprock albo odwrotnie, zdecydowanie żonglujemy w klimatach  około progresywnych jak i poprockowych, z dużą dawką elektroniki.

Nie unikacie też nieschematycznych rozwiązań aranżacyjnych, balansujecie pomiędzy metalowym ciosem w „Dreams Factory” czy „Puppet”, a onirycznym klimatem „Red Rain” – właściwie każdy utwór z tej płyty jest potwierdzeniem tego, że stać was na wiele, a słowo „przewidywalność” wykreśliliście  ze słownika już na dobre?
Tak jesteśmy nieprzewidywalni i tak chcemy być odbierani, odbiorcy nie spodziewają się co może ich spotkać, uwielbiamy niebanalne rozwiązania, sytuacje gdzie koniec jest intrygujący =
zaskakujący. Jak zauważyłeś stać nas na wiele, czujemy się dobrze zarówno w mocno metalowym klimacie, jak i onirycznych czy trip jazzowych dźwiękach, czy pop rockowych aranżach. Uważam, że to doskonały atut; nieprzewidywalność, nieszablonowość, nieschematyczność, zdecydowanie na plus.

W wielu utworach pojawiły się bardzo wyeksponowane partie skrzypiec, co w sumie nie jest na waszych płytach nowością, ale jeszcze bardziej podkreśla to podejście?

Taki był zamysł, chcieliśmy dodać kilka dźwięków w nieco innym wymiarze, padło na skrzypce. To prawda  z tym instrumentem już romansowaliśmy, stąd świadomy wybór.

Ale Agaty Żylińskiej chyba nie ma już w zespole, w tzw. międzyczasie pojawił się też nowy basista Jacek Rola. Jak w takiej sytuacji brzmią na koncertach utwory ze skrzypcami w roli głównej, których na „Desires” nie brakuje?

Tak Agaty już nie ma w składzie, a Darka zastąpił Jacek, jednak z partii skrzypiec nie zrezygnowaliśmy, nadal cyfrowo grają z nami, technika jest nieograniczona i możliwości nieskończone, ślady Agaty często wykorzystujemy koncertowo. Przy okazji pozdrawiamy Agatę i Darka!

Znowu postawiliście na pracę w sprawdzonych Lynx Music Studio i Hertz Studio – nie warto eksperymentować, kiedy efekty są bardziej niż zadowalające, dlatego wracacie tam po raz kolejny?

Postawiliśmy na pewniaków, chociaż eksperymentowanie to nasze drugie imię i nie zatrzymujemy się, czas pokaże co gdzie jak… (śmiech). Pewni ludzie, odpowiednia atmosfera i praca z profesjonalistami.

Również z autorką szaty graficznej Anetą Popławską nie współpracujecie po raz pierwszy – to zdecydowanie najciekawsza okładka w waszej dyskografii, więc z niej pewnie też jesteście zadowoleni?

Bardzo. Przyznaję to obraz z mojej głowy, który wedle wskazówek na papier przelała Aneta, skoro robimy kolejny koncept, to autorka grafik jest w to wpisana, ten sam styl, ta sama wrażliwość i ręka, tak po prostu musiało być (śmiech). Jesteśmy bardzo zadowoleni z tej okładki, to spory kawał świetnej roboty.

Po zachłyśnięciu się wszechobecnością plików MP3 i łatwością ich ściągania coraz więcej słuchaczy zdaje się ponownie doceniać album jako w pełni dopracowaną artystyczną formę, gdzie okładka i szata graficzna są istotnym dopełnieniem warstwy słowno-muzycznej – takie płyty jak „Desires” jeszcze dobitniej im to uświadamiają?

Tak Wojtku, czy ja kazałem ci takie zadać pytanie? Wspaniale, bardzo się cieszę, że poruszyłeś ten wątek. Sztuka by była skuteczna musi być kompletna, tak jak obraz i fonia, okładka, szata graficzna i wnętrze czyli muzyka, muszą stanowić jedność. Zawsze i wszędzie będę doceniał właśnie taką staranność w podawaniu czegokolwiek, to klasa sama w sobie. To komplet, który szanuje słuchacza, który podaje  mu niebanalny kawałek siebie w pięknie zapakowanym opakowaniu. To nic innego, jak poczucie estetyki i satysfakcji, że tutaj wszystko pasuje, to sztuka. Mam dużą nadzieję, że jest spore grono słuchaczy, którzy doceniają i troszczą się o takie wydawnictwa jak nasze.

Postawiliście też na sprawdzonego dystrybutora, bo w Polsce jest nim Fonografika, powstał teledysk do „Alone” na płycie w charakterze bonusów mamy aż trzy utwory w skróconych wersjach radiowych, ale odnoszę wrażenie, że nie dało to zamierzonego efektu, bo wciąż niezbyt wiele mówi się i pisze o Ciryam, stacje radiowe też pewnie niezbyt często emitują wasze utwory, poza lokalnymi rozgłośniami czy autorskimi programami?

Niestety jak każdy artysta walczymy o swoje, Fonografika to dystrybutor, ruszyła kampania promocyjna coraz więcej wywiadów w radio… czas pokaże co i jak.

Jak więc sądzisz, z czego wynikają trudności z wypromowaniem takiej muzyki w Polsce, mimo jej niewątpliwej atrakcyjności i potencjału, nawet komercyjnego?

Układy, układziki, plecy i plecki. 1% szczęścia… recepty nie ma. Jedno jest pewne: trzeba się znaleźć w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie z odpowiednią osobą (śmiech).

Ale na całym świecie takie granie jest popularne, ludzie chętnie tego słuchają, a w kraju nie macie szans, bo trudno przebić się do mediów – tak sytuacja was nie zniechęca, nie podcina przysłowiowych skrzydeł?

Oczywiście że zniechęca, podcina, ale też wzmacnia i daje kopa, Polska to dziwny kraj, ale jesteśmy Polakami i tworzymy tutaj, mamy anglojęzyczną produkcję zobaczymy co dalej…

„Desires” ukazała się jesienią 2015 roku, tak więc pewnie macie już pierwsze pomysły/kompozycje na następną płytę? Tym razem ukaże się szybciej niż za siedem lat? (śmiech)

(…) Rozumiem, że to zachęta by przyspieszyć jej realizację bo nie możesz się doczekać (śmiech). A tak na serio tak, pracujemy nad nowymi utworami i nie mamy w planie czekania tak długo.

Serdeczne dzięki za, jak zwykle precyzyjny i sympatyczny, wywiad.

Wojciech Chamryk

Źródło: http://hmp-mag.pl/index.php/wywiady/173-wywiady-2017/1949-nieprzewidywalnosc-nieszablonowosc-i-nieschematycznosc-ciryam