Recenzje

„Desires” – (darkplanet.pl) – maj 2017 – WUJAS
„Desires” – Rock Area – marzec 2017 – Piotr Michalski

„Desires” – (gloskultury.pl) – marzec 2017 – Jakub Pożarowszczyk
„Desires” – Teraz Rock – marzec 2017 – Paweł Brzykcy
„Desires” (portal: rocknrollmonuments) – styczeń 2017 : Ani Eleni (Grecja)
„Desires” (proradio.pl) – grudzień 2016 : Michał Padkowski
CZŁOWIEK MOTYL – serwis ANTYPORTAL – październik 2009 : Czarna pantera CZŁOWIEK MOTYL – magazyn Gitarzysta – październik 2009 : Grzegorz Żurek CZŁOWIEK MOTYL – Teraz Rock – maj 2009 : Łukasz Wiewiór
CZŁOWIEK MOTYL – Fabryka Zespołów – marzec 2009 : Paweł Boroń
CZŁOWIEK MOTYL – GONDOLIN.pl – marzec 2009 : Waldo
CZŁOWIEK MOTYL – MetalCentre – marzec 2009 : Gnom
CZŁOWIEK MOTYL – MLWZ – luty 2009 : Artur Chachlowski
CZŁOWIEK MOTYL – Metal Mundus – luty 2009 : Johanna
CZŁOWIEK MOTYL – Independent.pl – styczeń 2009 : Ilona Matuszewska
CZŁOWIEK MOTYL -Strefa Gotyku – styczeń 2009 : Hos
CZŁOWIEK MOTYL -Metal.pl – styczeń 2009 : Dominik [Nehamod]
CZŁOWIEK MOTYL – ROCK AREA – styczeń 2009 Piotr Michalski
CZŁOWIEK MOTYL – Przybytek Uciech Muz. – styczeń 2009 „Aion”
__________________________________________________________

W SERCU KAMIENIA – Serwis Rockmetal.pl 7 kwiecień 2007 Do Diabła

W SERCU KAMIENIA – Teraz Rock nr 7 lipiec 2006 Paweł Brzykcy

___________________________________________________________
SZEPTY DUSZ – ArtRock.PL 30.12.2004 TELPERION
SZEPTY DUSZ – ArtRock.PL 06.11.2004 Tomasz Kamiński
_________________________________________________________
DEMO 2002 – PAGAN RECORDS, Katalog 1/2004,   Wojciech Szymański
DEMO 2002 – PAGAN RECORDS,   Wojciech Szymański
DEMO 2001 – MYSTIC PRODUCTION,  Tomasz Franczak
DEMO 2001 – PAGAN RECORDS,   Tomasz Krajewski
DEMO 2001-  Wojciech Chamryk
DEMO 2001- PAGAN RECORDS  #1 2002 r.
DEMO 2001- THRASH’EM ALL  #2 2002 r.

CZŁOWIEK MOTYL – serwis ANTYPORTAL – październik 2009

„Człowiek motyl” to trzecie „dziecko” krośnieńskiego zespołu Ciryam. Ciężko oceniać mi tę płytę w porównaniu z poprzednimi wydawnictwami, gdyż jest to moje pierwsze spotkanie z Ciryam, niemniej jednak całość jest naprawdę obiecująca.

Jeszcze przed wrzuceniem płyty do odtwarzacza warto zwrócić uwagę na stronę graficzną tego krążka, gdyż jest on opakowany w pięknie wydane, utrzymane w ciepłych barwach tekturowe pudełko z wizerunkiem tytułowego człowieka motyla na okładce. Przejdźmy jednak do zawartości muzycznej tego krążka…

Na wyżej wymienioną płytę składa się 9 utworów i 4 bonusy, w skład których wchodzą: Venus i Virus w angielskich wersjach oraz klip do utworu Venus w wersji polskiej i angielskiej. Muzycznie Ciryam oscyluje w klimatach mieszanki rocka, metalu gotyckiego oraz muzyki progresywnej. Po pierwszym przesłuchaniu wydaje się, że utwory tworzą bardzo spójną całość i ciężko byłoby wybrać potencjalny numer 1, ale po kolejnych przesłuchaniach na pierwszy plan, moim zdaniem, zdecydowanie wysuwają się dwa utwory: „Venus” słusznie wybrana na pierwszy singiel oraz „Skała” nad którą, według mnie, można by pomyśleć w kwestii dalszej promocji tego krążka.

Również tekstowo Ciryam nie ma się czego powstydzić. Teksty może początkowo wydają się być nieco banalne, ale warto się w nie wsłuchać głębiej, gdyż zaskoczenie może być naprawdę spore, a najlepszym na to przykładem jest utwór „Diler”. Również doboru słów godny jest zaznaczenia i pochwalenia.

Podsumowując krążek „Człowiek motyl” to bardzo udane wydawnictwo, które spokojnie można polecić wszystkim tym, którzy szczególnie upodobali sobie metal gotycki, ale również wszystkim miłośnikom dobrej muzyki. Jeśli o mnie chodzi życzyłabym sobie więcej tak udanych krążków naszych rodzimych kapel.

 

CZŁOWIEK MOTYL – magazyn Gitarzysta – październik 2009

Ale heca! Nie wiem czy ja przespałem 2008 rok, czy co ja robiłem podczas tego roku pańskiego, że przegapiłem tak zacną pozycję jak „Człowiek Motyl” rodzimego zespołu Ciryam. Ta wiem, dla wielu gotyk jest passe, ale przeczytajcie lepiej co ma do powiedzenia na temat tej płyty człowiek, który za tym gatunkiem, mówiąc lekko, też nie przepada. A przepada za omawianym tu albumem.
Pierwsze dźwięki „Venus” rozbrzmiewają w głośnikach i od razu robi się jakoś tak „wishmasterowo”. Ale niech Was ten Nightfiszowy kierunek nie zwiedzie na manowce, bo już po chwili Ciryam odpala swoje petardy, ukazując nam swoją wizję gothic metalu. Wizję mocno pokombinowaną i uciekającą trochę w stronę Finlandii. Bo co warto nadmienić Ciryam nie kopiuje lokalnych patentów i nie ucieka w mroczną otchłań cmentarnych bram skąpanych w świetle księżyca, które pochłaniane jest również przez róże rosnące na grobowcu wiecznie śpiących kochanków. No dobra, zagalopowałem się. Chodzi mi o to, że zamiast powielać znane, „polskie” schematy, czy w ogóle jakiekolwiek schematy, Ciryam szuka swojej drogi.

Widać to już we wspomnianym wcześniej „Venus”, w którym klimat lawiruje pomiędzy paroma odcieniami, a końcówka oferuje nam „zagęszczone” tło. Następny w kolejce „Color” to też kombinowanie i mieszanie mocniejszych motywów w refrenie ze spokojniejszymi zwrotkami. Warto nadmienić również, iż utwór ten oferuje intrygującą partię instrumentalną z perkusją i klawiszami w roli głównej. „Twarze Faraonów” to znów jakiś taki nightwishowy wstęp na parapecie, który przeradza się w pozytywnie chwytliwy kawałek. „Niczyja” natomiast to mocniejsza kompozycja, tak samo jak następny w kolejce „Virus”. W „Diler” muzycy pokazują, że opanowali grę na swoich instrumentach na niebagatelnym poziomie. Jedyną rysą dla mnie jest ostatni track „Igła”, ale nie chodzi o muzykę, tylko o lekko trącający banałem tekst.

I tak to wygląda właśnie – odpowiednia równowaga między mile rzeźbiącymi gitarami, a dodającymi klimatu klawiszami. Więcej niż poprawnie śpiewająca wokalistka, która, co ważne dla mnie w tym gatunku muzycznym, nie męczy swoim głosem. Poszukujące i ambitne aranże. A całość ubrana w ciepłe, acz z odpowiednim ciężarem brzmienie. Chociaż na pewno całość miałaby jeszcze lepszy sound, który wycisnąłby maximum z muzycznej oferty Ciryam, gdyby „Człowiek Motyl” nagrywane było gdzieś za granicą. Takie moje zdanie skromne.

Skoro mnie się „Człowiek Motyl” podoba, to coś musi być na rzeczy. Na Castle Party nie bywam, w „Zmierzchu” się nie zaczytuje, oczka kreską nie podkreślam a jednak lubię ostatnią płytę Ciryam. Dla polskich fanów ten album może być odskocznią od kolejnych, podobnie brzmiących gotyckich kapel, i może wywołać pewien szok, że w naszym kraju też można w tym gatunku kombinować i szukać. Czuć tu też jeszcze rezerwy, jestem wręcz pewny, że następną płytą odpalą na poziom światowy. Czy mam rację czas pokaże, tymczasem polecam wszystkim mrocznym damom, które jeszcze Ciryam nie znają, sięgnięcie po ten krążek.

8 /10

Grzegorz Żurek

 

CZŁOWIEK MOTYL – Teraz Rock – maj 2009

Człowiek motyl to trzeci już album Ciryam. Taj jak na poprzednich, także tu zespół z powodzeniem penetruje rejony melodyjnego rocka gotyckiego, chętnie wplatając w swą twórczość również elementy progresywnego grania czy metalowe brzmienia.

Siłę Ciryam stanowią współbrzmienia gitarowo – klawiszowe, którym wtóruje mocny głos frontwoman Moniki Węgrzyn. Jeśli dodać do tego ,że pomysły zespołu bywają świeże i zaskakujące.Kompozycyjnie już na debiucie potrafili się wykazać, ale tu na uwagę zasługuje również produkcja. Ich poprzednia płyta ‘ w sercu kamienia ‘  brzmiała jeszcze szorstko, zdarzały się niedociągnięcia. Tym razem jest już pełna ” profeska”. W znakomitym Venus zespół próbuje jakby symfoniczno-metalowej stylistyki, mogą pojawić się skojarzenia z Ceti. Natomiast w Color dają o sobie znać skłonności industrialno -elektroniczne, które dostrzeć już można było w Sumieniu diabła z poprzedniej płyty. Na pewno też Ciryam zmienia w swej twórczości ( kompozycje podpisuje cały zespół) proporcje między ” lirycznym” a ” mocnym” – na korzyść metalowych patentów. Za najlepsze przykłady posłużyć mogą agresywny Virus czy riffy Skały. Jednym z najciekawszych utworów jest Diler, orientalizujący i o  trochę closterkellerowej atmosferze. Balladowe oblicze, choć nie pozbawione brzmieniowego ciężaru, reprezentuje, również wyróżniający się w tym zestawie Wezuwiusz.

 

CZŁOWIEK MOTYL – Fabryka Zespołów – marzec 2009

Ciryam – „Człowiek Motyl”… Gothic metal… – ktoś jeszcze wie, co to jest metal gotycki? Czy ktoś jeszcze tego słucha? Jak dużo zmieniło się w tej muzyce od czasu genialnej „Gothic” Paradajsów, po czasy bezdyskusyjnego kryzysu tej muzyki, do którego przyczyniła się popularność takich bandów, jak Evanescence czy Nightwish oraz rozpad wewnętrzny niekwestionowanych legend, czyli Theatre Of Tragedy i Tristanii. Metal gotycki jest w defensywie, polski metal gotycki przechodzi kryzys – Artrosis ucieka od nurtu w bardziej industrialno rockowe klimaty, Closterkeller zadowoliło się jedynie flirtem z cięższą odmianą gotyku przy okazji ostatnich wydawnictw („Nero”, „Reghina”) i nic nie wskazuje, by miało się to przerodzić w romans. Nie pamiętam, już, kiedy widziałem plakat koncertowy, na którym pod nazwą zespołu widniał podpis „gothic metal”, co jeszcze sześć czy siedem lat temu było powszechne – wówczas wszyscy przyznawali się do wpływów metalu gotyckiego. Dziś Goci słuchają electro i noszą lateksy oraz różowe i fioletowe sprężynki we włosach.

 

Ciryam jest zespołem, w którego muzyce od pierwszej, wydanej w 2004 roku płyty („Szepty dusz”), przez kolejną („W sercu kamienia” 2006) aż po album „Człowiek motyl” (2008) wciąż mocno pobrzmiewają echa tego właśnie gatunku. Ciryam czerpie z jego najbardziej klasycznej formy, opierając brzmienie na mocnych blast beatach wspartych głębokim basem i ciężkimi gitarami. Do tego przestrzenne klawisze i żeński wokal. Dlatego tę recenzję zacząłem od szkicu przemyśleń dotyczących kondycji metalu gotyckiego – Ciryam jest jednym z tych zespołów, które w czasach jego defensywy odważnie stawiają na gotycko metalowe brzmienie. Oczywiście, wydawnictwa „Człowiek motyl” nie można z miejsca sklasyfikować, jako „polish gothic metal” – krytycy zwracają uwagę na „radosne” (metal.pl) brzmienie płyty, na jej przebojowy charakter nawet, co jest bardzo nie gotyckie i z czym się zgodzę. Poza tym, muzyka Ciryam nosi pewne znamiona progresywno rockowych ambicji i na pewno nie kostnieje twardą skorupą gotyckiej hermetyczności.

„Człowiek motyl” to produkcyjny majstersztyk – brzmi świetnie, został nagrany w białostockim Hertzu, gdzie naprawdę zadbano o to, by album wlał się w uszy bezinwazyjnie, dostarczając wyczulonemu na techniczne zagwozdki słuchaczowi wcale przyjemnych wrażeń. Krążek składa się w sumie z trzynastu kompozycji – dziewięć utworów, że tak powiem, właściwych plus dwa klipy (dwujęzyczna „Venus”) i „Venus” oraz „Virus” w wersji angielskiej. To około godziny bardzo dobrego ciężkiego i melodyjnego jednocześnie grania ze świetnym wokalem Moniki vel Midiam.

Profesjonalny album.

Bardzo chciałbym, by „Człowiek motyl” wszystkim tym, którzy gdzieś tam ją stracili – przywrócił wiarę w ciężkie, klimatyczne granie, bardzo chciałbym, by metal gotycki przestał być kompleksem, by znów się do niego przyznawano, by znów stał się inspiracją. Wierzę, że Ciryam, pokazując, jak bezpiecznie i swobodnie można korzystać z dobrodziejstw tej pięknej muzyki odkurzy… więcej, odgruzuje stary, tak często uczęszczany szlak i pomoże nadać mu znów nowego blasku. Polecam.

 

CZŁOWIEK MOTYL – GONDOLIN.pl – marzec 2009

Jakoś nigdy nie przepadałem za kobiecymi wokalami w metalu. Chyba bierze się to mojego szowinistycznego przekonania, że jednak w tym gatunku to męski wokal lepiej jednak sobie radzi. A już zupełnie nie ciągnęło mnie w stronę gotyku. Ciryam nie dość że ma kobietę na wokalu, to jeszcze balansuje na pograniczu gothic rocka. Na szczęście jednak w tym przypadku gotyku w gotyku jest w sumie niewiele. A więc spoko… da się tego słuchać.

Zaczyna się dość ostro. „Venus” to ostry, dynamiczny i przebojowy kawałek. I właściwie znajdziemy w nim wszystko to co charakteryzuje obecny Ciryam: ciężkie metalowe riffy, zgrabne solówki, lekko patetyczne klawisze i… Monikę Węgrzyn. Muszę przyznać, że dysponuje ona naprawdę fajną barwą głosu, co jest niewątpliwie dużym atutem tego krążka. Nie raz raczy nas ona spokojnymi, rozmarzonymi nieco zwrotkami, by po chwili drapieżnie wykrzyczeć refren. Nawet całkiem nieźle się to prezentuje.

    Oczywiście nie tylko Monika istnieje na tym albumie. Pozostałym muzykom braku talentu i umiejętności z pewnością zarzucić nie można. Choć muszę przyznać, że klawisze jak dla mnie zdecydowanie są tu najsłabszym ogniwem. Na szczęście jednak nie wybijają się raczej na pierwszy plan i przez to nie rażą jakoś szczególnie. Za to duet gitarowy: Robert Węgrzyn i Grzegorz Makiel to nieźli wymiatacze. Gitary brzmią zadziornie i drapieżnie, nieraz tworząc prawdziwą ścianę dźwięku. Moja rada: panowie – rzućcie ten cały gotyk w cholerę i zabierzcie się za prawdziwy metal.

    W zasadzie cały ten krążek oferuje nam to co napisałem wyżej. Gdy trzeba jest spokojnie i nostalgicznie. Gdy ma być drapieżnie – jest wykop. Dużym plusem dla mnie jest fakt, że teksty śpiewane są w naszym rodzimym języku. Wyjątek stanowią utwory bonusowe, gdzie Monika stara się śpiewać w języku angielskim. Nieraz już czepiałem się polskich śpiewaków, którzy robili to mając kiepski angielski akcent. Podobnie jest tu – angielski w wykonaniu Moniki mnie razi. To oczywiście rzecz gustu, ale ja osobiście tego nie kupuję.

    Myślę, że album zadowoli w większości miłośników gotyku. Ja przesłuchałem go kilka razy i prawdę mówiąc w pamięci niewiele po nim mi pozostaje. Nie znam wcześniejszych dwóch płyt zespołu, więc nie mogę stwierdzić czy zespół rozwija się czy stoi w miejscu. Faktem jest, że album jest dość równy. Nie ma tu kompozycji szczególnie się wyróżniających.  Na pewno też nie jest to muzyka jakaś szczególnie odkrywcza. To wszystko gdzieś już jednak było. I mimo kilkukrotnego jego przesłuchania nadal nie wiem dlaczego „Człowiek motyl”…

PS. Za to oprawa graficzna naprawdę bardzo mi się podoba. Za nią dodaję płycie jeden punkt w ocenie.

Moja ocena: 7/10

autor: Waldo.

 

CZŁOWIEK MOTYL – MetalCentre – marzec 2009

CIRYAM to kolejny przedstawiciel gotyckiego Rocka/Metalu, w którym śpiewa kobieta… Monika jest atrakcyjną kobietą, więc dodatkowo podnosi atrakcyjność zespołu szczególnie dla panów :) , a w tym przypadku wygląd idzie w parze z talentem. Mimo wszystko istnieje stereotyp, że tego typu kapele, jak MOONLIGHT, ARTROSIS czy właśnie CIRYAM nie słuchają panowie, a tylko nastoletnie dziewczęta. A ja powiem tak – Już 20 lat towarzyszy mi muzyka metalowa i z autopsji wiem, że wielu zagorzałych metalowców lubi takie klimaty pomiędzy brutalnym i ciężkim łojeniem. Wystarczy popatrzeć na koncertach, czy tylko panie przychodzą posłuchać takiej muzyki…

„Człowiek Motyl” jest trzecim albumem CIRYAM, który poza tym ma na swoim koncie już sporo mniejszych bądź większych sukcesów – koncertowych, konkursowych, multimedialnych czy ogólnie muzycznych. Z tego wynika, że zespół poważnie podchodzi do tego co robi.

Muzyka płynąca z „motyla” kreuje typowy klimat dla tego rodzaju kapel. Z utworów emanuje poetycka melancholia z odrobiną mroku i kobiecej zadziorności. Oczywiście owe poetyckie podejście wyrażone jest poprzez polskojęzyczne liryki ubarwione w rockowo-metalowe dźwięki. Kompozycje cechują się gitarowymi tematami, począwszy od cięższych riffów, a skończywszy na spokojniejszych gitarowych frazach i liniach melodycznych. Rozbrzmiewające gitarowe dźwięki przyozdobione są sporą dawką elektroniki demonstrowanej poprzez klawiszowe intra, melodie i akcenty. Miejscami całość brzmi dość ciężko i dynamicznie, w stylu NIGHTWISH (szczególnie słychać to w utworze „Venus”). Innym razem jest bardzo nostalgicznie, art rockowo czy progresywnie, co chociażby słychać w nieoczekiwanych zmianach natężenia klimatu. Stonowana barwa głosu wokalistki balansuje pomiędzy śpiewem a melodeklamacją utrzymując równowagę między balladowym rockowym klimatem a ostrzejszymi metalowymi patentami.

Album jest wydany bardzo starannie, w formie digipacku zawierającego bonusy w postaci 2 utworów w angielskojęzycznej wersji oraz 2 wideoklipów do utoru „Venus” w obu wersjach językowych.

Ocena: 8.0/10

autor: Gnom.

 

CZŁOWIEK MOTYL – MLWZ – luty 2009

„Człowiek Motyl” jest trzecim krążkiem pochodzącej z Krosna grupy Ciryam, która swoje kolejne płyty wydaje bardzo regularnie co 2 lata. Trzeba przyznać, iż jest to dobra i skuteczna polityka wydawnicza, gdyż najnowszy album utrzymuje wysoki poziom poprzedników. Zespół porusza się w klimatach metalu gotyckiego chwilami zahaczając o rock progresywny, dzięki czemu otrzymujemy zestaw ciekawie zaaranżowanych piosenek, które wypełnione są interesującymi riffami i ładnymi melodiami. Należy także wspomnieć o energetycznych wokalach Moniki Węgrzyn, które świetnie współgrają z muzyką formacji.

Płyta w swej zasadniczej części składa się z 9 utworów:

Venus. Już na samym starcie otrzymujemy potężne i dynamiczne uderzenie. Podniosłe klawisze w udany sposób komponują się z „ciężkimi” gitarami i solidną sekcją rytmiczną. Nad całością góruje mocny głos wokalistki, który dobrze sprawdza się zarówno w drapieżnych jak i delikatniejszych fragmentach. Przez swój zapadający w pamięć melodyjny refren „Venus” posiada spore zadatki na przebój.

Color. Kompozycja, która z jednej strony składa się ze spokojnych zwrotek, a z drugiej posiada bardzo rockowy refren stając się przez to interesującą mieszanką różnorodnych klimatów. Najciekawszym elementem są poukrywane tu i ówdzie elektroniczne „smaczki”, które dodają sporo uroku temu niezbyt skomplikowanemu w swej strukturze utworowi.

Twarze Faraonów. Mateusz Sieńko stworzył nastrojowe klawiszowe intro, z którego wyłaniają się kolejne, o wiele mocniejsze dźwięki. Perkusja Damiana Jurka świetnie współpracuje z gitarą basową Sławomira Zajchowskiego, a solówka gitarowa w trzeciej minucie stanowi śliczne dopełnienie charyzmatycznego śpiewu Moniki.

Niczyja. Kapitalnie skonstruowane nagranie. Przebojowy i dynamiczny refren sąsiaduje z rozmarzonymi zwrotkami, które pełne są uduchowionych klawiszowo-gitarowych nut. W okolicy czwartej minuty możemy rozkoszować się soczystą solówką, a sam finał kompozycji odznacza się iście progresywnym rozmachem.

Virus. Kolejny kandydat na ambitny przebój. Prosta budowa, intrygujące i ładne melodie oraz szybko wpadający w ucho wokal to znaki rozpoznawcze „Virusa”. Dowód na to, że w trzech minutach można zawrzeć frapujący, a przy tym inteligentny fragment muzyki.

Diler. Na samym początku uwagę przykuwa pomysłowa gra sekcji rytmicznej oraz wokalizy Moniki Węgrzyn, które po chwili przekształcają się w normalny śpiew. Mateusz Sieńko czaruje słuchacza delikatnym fortepianem, a Robert Węgrzyn i Grzegorz Makiel tworzą potężną gitarową ścianę dźwięku.

Wezuwiusz. Utwór ukazujący subtelne oblicze grupy. „Kosmiczne” eksperymenty z elektroniką współgrają ze stonowaną perkusją oraz cicho pobrzmiewającymi w tle gitarami i fortepianem. Na pierwszym planie znajduje się głos wokalistki, która może w pełni zademonstrować swój talent. „Wezuwiusz” jest nagraniem, którym formacja udowadnia swoją wysoką dojrzałość artystyczną.

Skała. Powrót do „ostrzejszych” form przekazu. Podniosłe tła klawiszowe, drapieżne gitary oraz wokal, który czasami pojawia się pod postacią szeptu, a kiedy indziej uderza w słuchacza swoją pokaźną mocą. Warto zwrócić uwagę na zakręconą solówkę gitarową w okolicy trzeciej minuty, która po chwili niknie w głównej melodii kompozycji.

Igła. Finałowy utwór charakteryzuje się niezwykłą dynamiką zarówno za sprawą „walecznego” śpiewu, jak i zmiennej gry instrumentalistów. Pomysłowe zwrotkowe riffy płynnie przechodzą w cudowne refrenowe melodie, które jeszcze bardziej podbijają sugestywne frazy wokalistki. Solidny rockowy kopniak na zakończenie krążka.

„Człowiek Motyl” posiada także sekcję bonusową, którą tworzą następujące nagrania: „Venus” (wersja angielska), „Virus” (wersja angielska), „Venus” (klip) oraz „Venus” (wersja angielska) (klip). Są to interesujące materiały, z którymi z całą pewnością warto się zapoznać.

Najnowszy album grupy Ciryam zadowoli wszystkich miłośników gotyckiego metalu. Widoczne są tu co prawda echa twórczości grup pokroju Closterkeller czy Moonlight, aczkolwiek autorskie pomysły zdecydowanie przeważają. Nie usłyszymy tu rozbudowanych epickich kompozycji, w zamian otrzymujemy jednak bardzo umiejętnie skomponowane piosenki, w których aż roi się od ładnych melodii czy charyzmatycznych wokali. No i nie można zapominać o sporym ładunku przebojowości, którym można by obdzielić parę innych, bardziej komercyjnych płyt. Myślę, że warto poświęcić tej motylej muzyce kilkadziesiąt minut.

autor: Artur Chachowski.

 

CZŁOWIEK MOTYL – Metal Mundus – luty 2009

    „Człowiek Motyl” to trzecia płyta w dorobku krośnieńskiego zespołu Ciryam. Co to takiego? Ano, powiedzmy gotycki rock, przypominający nieco dokonania Artrosis czy Moonlight. Co poniektórzy, pewnie już się skrzywili, jak ja na widok wątróbki z cebulą. Spokojnie! Tego stricte gotyku jest tu dużo mniej na rzecz dynamizmu, ciężkich, metalowych riffów i solówek.

Zaczyna się od „Venus” – numeru, który znakomicie nadaje się na singiel, bo zawiera wszystko to, czym charakteryzuje się muzyka Ciryam. Mamy tu niezłe współbrzmienie instrumentów, wyraźne klawisze, ciężkie gitary, solóweczkę i wokal zdecydowanie na pierwszym miejscu. Kompozycji raczej nic nie można zarzucić, kawałek jest wręcz przebojowy, również za sprawą chwytliwego refrenu. Zwracam też uwagę na dość charakterystyczny tekst. Wokalistka śpiewa bowiem, że „pachnie nieba kwiatem, i kroplą rosy jest, złotym promieniem słońca, pieszczącym twoje ciało i drżącym sercem ptaka, gdy niebo się złamało”. Na szczęście daleko jej do zawodzenia, przypominającego wycie wilka do księżyca. Monika Węgrzyn dysponuje mocnym głosem o ciekawej barwie, co stanowi niewątpliwy atut wydawnictwa.

W tym miejscu mogłabym napisać, że reszta kawałków jest podobna i zakończyć recenzję. Pod względem technicznym płyta jest bowiem niezwykle spójna i prezentuje bardzo wyrównany poziom. Trudno byłoby wskazać utwory lepsze, czy gorsze, gdyż wszystkie są kompozycyjnie dopracowane. Jednak tak do końca różowo (czy raczej krwistoczerwono) niestety nie jest.

Dziwi mnie na przykład pewna niekonsekwencja zespołu. Dlaczego „Color”, a nie „Kolor”? Dlaczego „Venus”, a nie „Wenus”? Dlaczego „Virus”, a nie „Wirus”? Co prawda, są angielskie wersje tych dwóch ostatnich kawałków i wtedy tytuły są uzasadnione, ale skoro cały tekst jest po naszemu, dlaczego tytuł jest po obcemu? Jednak zwracanie uwagi na takie szczegóły to wyraz wrodzonego czepialstwa oraz kierunku studiów, jaki obrałam. O wiele większy problem stanowią dla mnie teksty. Są one pisane przez wokalistkę i gitarzystę, a prywatnie małżeństwo Węgrzynów. Nie lubię „oczywistych oczywistości” i słowa mają dla mnie dość duże znaczenie. Z tekstów Ciryam możemy się natomiast dowiedzieć, że diler sprzedaje śmierć naiwnym, krew jest czerwona, a w ogniu moc i siła. Moim „faworytem” jest jednak tekst „Niczyjej”. Pozwólcie, że zacytuję:

„Między nami nic, nic nie było

Ognia nie było, iskry w nas brak

Rozkoszy słów i splotu ciał nie było

Słońca w dzień i nocą gwiazd brak”

I dalej.

„Straciłam wiarę w nas, nadzieję odebrałeś mi

Serce niczyje, kiedyś twoje, teraz krwawi

Bo słowem złym rozdrapałeś rany naszych win”.

Myślę, że osoba, która nie ma przysłowiowej smykałki do czegoś, nie powinna się za to coś brać. Robert Węgrzyn dryg do gitary ma, jego żona za mikrofonem daje sobie radę świetnie, ale teksty chyba powinni zostawić komuś innemu. Myślę, że Ciryam wiele by na tym zyskał. Z drugiej strony zespół z pewnością ma swoją publiczność, która bezkrytycznie przyjmuje ich z całym dobrodziejstwem inwentarza. Jeśli nie zwracacie zbytniej uwagi na teksty może i wy „otworzycie im wrota waszych mrocznych serc” (iron).

Pierwszy raz w mojej recenzenckiej karierze postanowiłam wystawić dwie oceny. Oddzielnie za muzykę i oddzielnie za teksty. Za to pierwsze daję 7. Jest dobrze. Słychać, że muzycy trochę siedzieli nad płytą i starali się dopracować każdy szczegół. Może pomysły nie są jakieś specjalnie nowatorskie, ale utwory stoją na naprawdę przyzwoitym poziomie.

Za teksty daję natomiast 3. Pomimo moich narzekań, muszę przyznać, że do „dzieł” Feela trochę im brakuje. Średnia wychodzi zatem 5. Jeśli teksty mają dla was mniejsze znaczenie, możecie kupić sobie tą płytkę. Jeśli jednak słowo ma dla was wartość, to przestrzegam, Szymborskiej z Miłoszem tu nie uświadczycie.

5/10

autor: Johanna.

 

CZŁOWIEK MOTYL – Independent.pl – styczeń 2009

Listonosz zapukał do mych drzwi po raz kolejny trzymając w ręku brązowy pakuneczek. W środku czekała na mnie płyta zespołu Ciryam. Ta krośnieńska kapela ma na swoim koncie znaczny dorobek, o którym świadczy chociażby wydanie 3 płyt przez znane w Polsce wytwórnie ( ostatni album „Człowiek motyl”, który recenzuję, wydany został przez Fonografikę). Zespół nie oszczędzał się patrząc na ilość koncertów, ale co ważniejsze należy zwrócić uwagę na ich jakość, gdyż Ciryam wystąpiło np. na Metalmanii, Hunterfeście, przed Type O Negative, Katem i można by tak wymieniać i wymieniać.

Już same przytoczone powyżej argumenty wartościują zespół a tu pasowałoby jeszcze recenzję napisać.

Ja jednak jak zwykle miałam pewne opory co do Ciryam, a to dlatego że na wokalu jest kobieta ( a mój stosunek do pań wokalizujących nie jest zbyt miły i przyjemny). Postanowiłam zatem dogłębnie „wbić zębiska” w każdą partię wokalną, by sprawdzić co tak naprawdę zespół sobą reprezentuje.

Zaczęłam zatem słuchać płyty, a na pierwszy ogień poszedł utwór „Venus” ( na płycie mamy go w dwóch wersjach językowych, a dodatkowo clip). No i szczerze mówiąc głos Moniki mnie zaciekawił. Czysty, mocny, bez jakiś zbędnych ozdobników, od pierwszych dźwięków brzmiący bez zarzutów. „Venus” klimatem kojarzy mi się z Nightwishem, może to dzięki bardzo melodyjnie brzmiącym klawiszom, ale to dobrze. Zespół zgrabnie łączy elementy elektroniki z rasowym, metalowym uderzeniem. Melodyjnie, ostro i do rzeczy – najprostsza droga opinii.

Kolejny kawałek, którego już sam tytuł mnie zaciekawił jest „Virus” (także na płycie ujęty w dwóch wersjach językowych).  Wyciszony początkowo głos Moniki wypełnia dźwięcznie swoją barwą refren znów podkreślając siłę i ekspresję. Naprawdę po raz kolejny jestem „za” wokalistką, co zdarza się rzadko. Genialnie utrzymane tempo, wybite przez zajadliwą perkusję i drapieżne wiosła. Muzycznie wszystko tworzy spójną harmonię, która opływa i przebija solówkami kolejne partie utworu.

„Twarze faraonów” bardzo przypadły mi do gustu w warstwie tekstowej. Oddają tajemniczy klimacik, spowity nutką nonszalancji. „Dzwonkowy” wstęp po kilkunastu sekundach zostaje zbity przez perkusję. Głos wokalistki gotycki, wysoko osadzony, bardzo dobrze wypełnia melodię, przyspieszoną w refrenie zwalniającą w zwrotkach. To dość ostry kawałek, charyzmatyczny, trzymający fason. Podobają mi się wykończenia wersów, zawiłe, na przemian wyniesione na wyżyny dźwięków a zarazem opadające w głębię. Do tego progresywne wstawki klawiszy, brawo brawo.

Teraz troszkę się pokujemy „Igłą”. Klimatycznie daleko wschodnio brzmiący wstęp, arabskie zawikłanie wokalu, no proszę, nowe rozwiązanie. Utwór z przesłaniem, z zażaleniem wypływającym wprost z kolejnych wersów. Kompozycja jak najbardziej adekwatna do wartości w niej przekazywanych. Całokształt brzmienia trafiony w samo sedno.

„Color” to utwór, który zaciekawia…znów zaciekawia, nie pozwala oderwać się ani na chwilkę. Syntezatorowe wprowadzenie wzbogacone początkowo niskim, czyściutkim wokalem tworzy połączenie odległych klimatów. Muskanie progresji i gotyku, a następnie wkomponowanie ich w niezbyt długi utwór ( w porównaniu do tych typowo progresywnych), pokazuje umiejętności muzyków. Dobra warstwa tekstowa, ubarwiająca wrażenia działa na zmysły. Codzienność ukazana w utworze jest genialnie osnuta melodią, stwarzając wrażenie tak odległej a zarazem bliskiej każdemu słuchaczowi.

„Skała” zaczyna się jak balladka, jednak balladką nie jest. Szept Moniki przekształcający się w melodyjny wokal znów podkreśla walory wokalistki. Riffy muzyczne jakże kojące moje uszy! O tak, brzmieniowo ten kawałek mi chyba najbardziej się podoba. Ostry, ale wyważony, z elementami elektronicznych wstawek wiodących chwilami prym, by oddać go gitarom i perkusji. Dla mnie ten utwór jest najbliższy muzycznemu sercu. Rewelacyjne momenty czysto muzyczne, znów przebijane są progresją, wirtuozyjnymi akcjami. I tak już do końca pozostaję w uniesieniu….

Kolej teraz na kawałek „Niczyja”. Otwiera go chyba dość zirytowany odgłos bębnów, dopełnionych następnie przez klawisze. Monika znów polemizuje na gruncie gotyku, progresji i tej lekkiej sztuki orientu. Taki niby melancholijny kawałek, jednak z tym pazurem, drapieżnymi wstawkami. Utwór utrzymany w ciekawej konwencji, dotykający różnych sfer, zmieniający tempo i nastrój a jednak cały czas skupiony na jedności.

„Diler” od razu porywa, gitary pokazują swoje walory i to w bardzo dobry sposób. Monika wokalnie znów wiedzie prym i po raz kolejny mam to skojarzenie z orientem. Taki zawiły wokal, czysty, zmieniający tonacje, naprawdę dobre zabiegi. Kawałek trzyma klimat, tworzy specyficzne, pełne wartości emocje.

Na koniec zostawiłam sobie najdłuższy utwór „Wezuwiusz”. Bębny i tajemniczy dźwięk klawiszy wprowadzają nas w tą balladkę. Niezwykle spokojny, nasycony energią kawałek doświadcza, że ballady też są mocną stroną kapeli. Kawałek jednak zostaje podrasowany mocniejszym uderzeniem, jarzmem gitar. Bardzo dobrze, abyśmy się za bardzo nie uspokoili następuje takie wyostrzenie i umocnienie.

Reasumując, Ciryam wie co na scenie czynić, a czyni dobro! Połączenie trudnych stylów podnosi brzmienie kapeli do jeszcze wyższej rangi. Okazało się, iż bezpodstawne okazały się moje wcześniejsze obawy dotyczące wokalistki. Życzę zatem sobie i słuchaczom aby na naszym rynku muzycznym pojawiały się tylko takie kobiety, które świetnie brzmią nie tylko na płycie ale również na live. Gotycko progresywna metalowa grupa Ciryam powinna odcisnąć jeszcze większe piętno na scenie nie tylko polskiej, ale również zagranicą, bo ma do tego olbrzymie predyspozycje. Więc…do dzieła!

autor: Ilona Matuszewska.

 

CZŁOWIEK MOTYL – Strefa Gotyku – styczeń 2009

Ostatnio wpadł mi w ręce trzeci już studyjny album zespołu Ciryam z Krosna, który nosi tytuł ”Człowiek motyl”. Krążek zawiera dziewięć studyjnych utworów oraz cztery bonusowe, są to ”Venus” i ”Virus” w angielskiej wersji językowej oraz videoklipy do tych dwóch utworów.

Pierwszym znajdującym się na krążku utworem jest ”Venus”, jest to świetny utwór który zapowiada że mamy przed sobą naprawdę dobre dzieło muzyków z Krosna. Kolejny jest ”Color” jak dla mnie jest w nim troszkę za dużo elektroniki wole bardziej zdecydowanie czyste instrumentalne brzmienie, ale na słowa uznania zasługuje wokalistka Monika Węgrzyn.

Kolejnym utworem który zwrócił moje zainteresowanie jest ”Niczyja” dobre teksty i dźwięki to to co lubię najbardziej. Moim skromnym zdaniem jest to jeden z najlepszych utworów na krążku. Następnie bardzo zainteresował mnie ”Virus” jest to zdecydowanie ostrzejszy od wszystkich pozostałych o jego tekst jest naprawdę dobry, tak trzymać. Ostatnim utworem który zrobił na mnie naprawdę ogromne wrażenie i całkowicie zyskał moje uznanie jest ”Wezuwiusz”, naprawdę piękny utwór z dobrą linią melodyczną oraz dobrymi tekstami i wokalem Moniki.

Podsumowując trzeci studyjny krążek Ciryam stwierdzam zdecydowanie że jest to materiał godny zaufania prezentujący naprawdę dobra muzykę, a sam zespół ma przed sobą naprawdę świetlana przyszłość. Jeśli ktoś ma inne zdanie i nie wróży Ciryam jakże dobrej przyszłości zapraszam do polemiki.

Dla Portalu Strefa Gotyku przygotował: Marcin – Hos.

 

CZŁOWIEK MOTYL – Metal.pl – styczeń 2009

Brakowało mi takiej płyty. Złotego środka, w którym znajdę mądre połączenie rocka, metalu i gdzie nie będą wstydzić się gotyckich oraz elektronicznych patentów. Ciryam zdecydowanie takich zabiegów się nie boi, a wręcz przeciwnie, korzysta z nich dość często i, co warto nadmienić – najczęściej z dobrym skutkiem.

„Człowiek Motyl” to krążek mogący kojarzyć się z twórczością kilku innych kapel, gdyż pobrzmiewają tu echa Moonlight, Artrosis bądź Closterkeller, jednak Ciryam gra bardziej dynamicznie, rockowo i do tego „radośniej”, jakkolwiek by to nie zabrzmiało. Pięknie słychać to w otwierającym całość, singlowym numerze pt. „Venus” – nie sposób powstrzymać się od mimowolnego wystukiwania rytmu, a refren niezwykle szybko zapada w pamięć – ot rasowy przebój!

Nie jest to jedyny taki moment, podobnie słucha się kawałków „Color” oraz „Virus”. Polskie teksty ładnie wkomponowują się w ogół dźwięków, i choć nie są one może najwyższych lotów, to jednak uszu nie rażą. Midiam dysponuje dobrym, bardzo naturalnym głosem, co również zapisać można jako plus dla tego materiału. Jest to bez dwóch zdań odpowiednia osoba na odpowiednim miejscu.

Nie gorzej prezentują się pozostali muzykanci, lecz wrodzone malkontenctwo nakazuje mi przyczepić się gry Math’a (klawisze). Niestety, jak dla mnie „parapet” miejscami stanowi najsłabszy punkt całości. No cóż, na całe szczęście nie brak tu jednak ciekawych i energicznych riffów, jak i porywających melodii (np. w „Twarze faraonów”).

Dużą zaletą jest długość tego wydawnictwa, wszystko trwa dokładnie tyle ile powinno, przez co płyta ta ani trochę nie nudzi i chce się do niej wracać. Mówię tutaj o właściwej części krążka, czyli dziewięciu kompozycjach, ponieważ zamieszczono tu jeszcze w bonusie teledysk do utworu „Venus” w dwóch wersjach językowych (polskiej i angielskiej). Znajdziecie tu dodatkowo numery „Venus” i „Virus” wyśpiewane po angielsku. Całość została ładnie opakowana w digipack z niezłą okładką.

Nowy album Ciryam zwany „Człowiek Motyl” rekomenduję wszystkim tym, którym takie kolaże rockowo – metalowo – gotyckie nie są obce, gdyż to w rzeczy samej pozycja warta Waszej uwagi.

autor: Dominik [Nehamod]

 

CZŁOWIEK MOTYL – ROCK AREA – styczeń 2009

 

Najwyraźniej, powoli staję się ekspertem w temacie płyt z wokalistkami. Nie można też nie zauważyć, że rok 2008 obrodził w płyty zespołów, w których mikrofon dzierży niewiasta. Kilka tego typu krążków wydała krakowska Lynx Music, Mystic Production promował Unsun, Metal Mind miał Caamorę. Jak na tym tle przedstawia się krążek „Człowiek Motyl” grupy Ciryam? Powiem tak – Porównania z prog rockowymi zespołami Lynx Music czy Metal Mind raczej nie ma sensu. Pozostaje Unsun, czyli superdebiut (grupa od razu podpisała kontrakt z Century Media) i na tle tego zespołu Ciryam wypada zdecydowanie bardziej przekonywująco. Jest czad gdy trzeba czadu, jest nostalgicznie i spokojnie, gdy pora na wyciszenie. Słychać, że zespół nie chce za wszelką cenę podbijać list przebojów (choć utworom nie można zarzucić braku przebojowości) i mocne „metalizujące gitary” wsparte podkładami sekcji rytmicznej powodują, iż noga sama zaczyna wystukiwać rytm. Człowiek Motyl to krążek dość równy. Nie ma tu fragmentów wyraźnie gorszych i choć album nie należy do dzieł wybitnych to z ręką na sercu przyznaję, że dwie kompozycje utkwiły mi w pamięci jak mało co (ostatnimi czasy). Pierwszym z tych najjaśniejszych fragmentów wydawnictwa jest otwierający krążek „Venus”. Jest to utwór bardzo melodyjny, mega przebojowy o zapadającym w pamięci refrenie z ciekawie skonstruowaną partią wokalną. Drugim utworem, który od kilku dni kołacze mi się po głowie jest „Twarze Faraonów”. To kolejny przykład na to, że nawet grając w klimatach okołometalowych można zagrać tak, iż w stacjach radiowych utwór powinien kroczyć od sukcesu do sukcesu. W tej kompozycji zwraca uwagę praca gitarzystów oraz perkusyjne uderzenia. Kolejny raz mamy do czynienia z przebojowym, melodyjnym refrenem i przykładem talentu kompozytorskiego twórców. Jedyne co może na płycie nieco irytować to plastikowo brzmiąca perkusja (automat?), słychać to zwłaszcza w przypadku werbla, ale nie psuje to obrazu całości.

Ciryam to zespół, który przy odpowiedniej promocji ma szansę zaistnieć na rynku, na którym królują Within Temptation czy Nightwish. Sprawni instrumentaliści i wokalistka obdarzona niezwykłym głosem (i urodą) tworzą kawał solidnej, energetycznej muzyki, która mnie osobiście kojarzy się nieco z dokonaniami Moonlight sprzed lat i jest to zaleta! Howgh:-)

ocena: 7,5/10 Piotr Michalski

 

CZŁOWIEK MOTYL – Anna Urszula Kłos/ przybytek uciech muzycznych/ – styczeń 2009

 

„Człowiek Motyl”, to trzecie dziecko, istniejącego już jakiś czas na polskiej scenie Ciryam.

Zespół, mimo poszukiwania swojego brzmienia i stylu, zawsze oscylował wokół klimatów progresywnych i gotyckich. Na tym albumie nie ma od tego wyjątku, mamy i klimat i melodie i pewną, tajemniczą atmosferę. Wszystko uzupełnione polskimi tekstami, które okazują się być całkiem dobre i nie drażnić ucha słuchacza – co jest nie lada sztuką. Do tego klawisze, które wypełniają brzmienie.

Same melodie powinny być w stanie zadowolić – poza fanami progresywy i gotyku oczywiście – także i innych słuchaczy. Dobrze napisane i wpadające w ucho, choć żeby zostały nam w głowie na dłużej – może potrzebne być więcej niż jedno przesłuchanie.

Ogólnie jest to kolejny dobry album, wart przesłuchania. Jeśli sprawy dalej będą szły w tym kierunku, to z pewnością Ciryam ma szansę na jeszcze większą popularność.

Autor: Wojciech „Aion” Kucza

 

PŁYTA „W SERCU KAMIENIA „

rockmetal.pl, kwiecień 2007

CIRYAM

W sercu kamienia

subiektywna ocena: 7

„W sercu kamienia” to dość oryginalne wydawnictwo i za to na wstępie należy się pochwała. Ciryam obraca się w gotyckiej stylistyce, podchodząc do niej jednak z progresywnym zacięciem. Mamy więc pierwszoplanową wokalistkę i dużą dawkę klawiszy, a zarazem dość częste zmiany nastroju i rytmiczne ciekawostki. Mimo że utwory oparte są na bardzo prostych i dość wyświechtanych motywach, zespół żongluje nimi w sposób nietypowy i paradoksalnie, wielokrotne ich powtarzanie owocuje efektem przeciwnym do spodziewanego zanudzenia słuchacza. Główna w tym zasługa ciekawych partii dysponującej dobrym warsztatem wokalistki. Dużo chórków, dużo powtarzanych fragmentów tekstu, co dobrze współgra z owymi repetycjami motywów. Brzmi to charakterystycznie.

Mimo dobrego odbioru płyty, mam jej mimo wszystko sporo do zarzucenia. Przede wszystkim barwy instrumentów klawiszowych – takie smyczki, na jakich w zasadzie ten album się opiera, wychodzą wszystkim bokiem od dobrych 10 lat. Aranżacje są dodatkowo dość toporne, zwłaszcza zaś gitarowe riffy, a całość jawi się jako raczej monotonna. Z jednej strony z powodu monolitycznego brzmienia, z drugiej – dlatego, że wszystkie utwory są zaśpiewane w bardzo podobny sposób. W muzyce w takim stopniu opartej na wokalu warto go bardziej różnicować. „W sercu kamienia” robi więc dobre pierwsze wrażenie, natomiast zagłębianie się w tę muzykę nie owocuje oczekiwaną dozą nowych doznań.

Przede wszystkim jednak Ciryam ma swój oryginalny styl, a niedopracowane niuanse dają nadzieję na twórcze go rozwinięcie w przyszłości. Warto się tą płytą i tym zespołem zainteresować.

autor: Do Diabła

PŁYTA „W SERCU KAMIENIA „

Teraz Rock nr 7, lipiec 2006

CIRYAM

W sercu kamienia

***1/2

Już na swym pierwszym albumie, Szepty dusz, grupa Ciryam pokazała, że ma intrygujące pomysły na rozwijanie metalowo-gotyckiej konwencji. Na nowej płycie, W sercu kamienia, też pojawiają się niespodzianki, dzięki którym trudno całość przyswoić za pierwszym podejściem – nie tylko dlatego, że utwory Obłęd i Hatif. zamienione są miejscami, a wczytywanie się w książeczkę jest utrudnione ze względu na mało czytelną czcionkę.

Obecność smaczków spoza metalowo-gotyckich rejonów można dostrzec niemal w każdym utworze. Wybrany do promocji W ciszy urzeka dialogiem klasycyzującej gitary i klawiszy. Ciernie ozdobione są świetnym fragmentem o jazzowej proweniencji; jeśli zespół podobny patent wykorzystywać będzie częściej, może stać się jednym z najoryginalniejszych przedstawicieli nurtu. W Nieboskłonach na metalowy riff i nibyindustrialne wstawki, ale i dźwięki o orientalnej naturze.  Kolei w połowie trzeciej minuty Obłędu pojawia się rewelacyjny, jednostajny motyw klawiszy, jak ze ścieżki filmowej jakiegoś horroru. Zaskakuje akustyczna ballada Bez smaku, z jedynym tu tekstem Moniki Węgrzyn (pozostałe napisał Robert Węgrzyn). Jeśli chodzi o wokalistkę: ma ona dość rozpoznawalną barwę głosu, a przy tym skłonność do „mantrowego” powtarzania pewnych fragmentów tekstu, co czasem trochę nuży (Bez smaku), ale częściej robi ciekawe wrażenie, zwłaszcza w Popiół i diament, gdy padają słowa I stało się jedno ciało, tak było zapisane. W utworze tym na uwagę zasługuje zresztą także frapujący klawiszowy temat, początkowa melorecytacja, bardzo czytelne zagrywki gitary basowej. Wbrew współczesnym trendom gitarzyści nie szczędzą klasycznych, długich solówek, co potwierdza także Pokusa. Szybki „nerwowy” numer Łowcy światła też należy do moich ulubionych. Natomiast zbyt daleko eksperymenty idą w zelektryfikowanym, miejscami chaotycznym Sumieniu diabła, ze zniekształconym elektronicznie śpiewem i takąż solówką gitary.

Uważny słuchacz od razu wychwyci, że perkusista Damian Jurek proponuje brzmienie kojarzące się z tym, które przed siedmiu laty na płycie Closterkeller Graphite wypracował Gerard Klawe. Płytę W sercu kamienia wieńczy przeróbka utworu ze wspomnianego albumu, Miłość za pieniądze. Oryginałowi nie dorównuje, ale współpraca dwóch gitar i tu robi wrażenie.

Mam nadzieję, że zespół nie „wystrzelał się” z pomysłów na tej długiej ponadgodzinnej płycie. Już czekam na kolejną.

Paweł Brzykcy

PŁYTA „SZEPTY
DUSZ”

Cóż … Mam z tą płytą ciekawą historię.
Najpierw pomyślałem, że zespół gra mocniejszą odmianę progresywnego
rocka, a może nawet metalu. Pózniej, kiedy obejrzałem książeczkę i
poczytałem teksty, załamałem się troszeczkę. Nie będę ukrywał, że już
taki ze mnie wyprany z uczuć typ, który na widok fraz: ‘ w zapomnianej
krainie, opuszczonej przez ludzi ,………….” dostaje konwulsji.
No ale dobrze – pomyślałem – może nie będzie tak żle, może uda się
Ciryamowi mnie zaintrygować. Wierzcie lub nie, tak się stało …. Ciryam
to młody, polski zespół pochodzący z Krosna, a „ Szepty Dusz „ to ich
debiut. Na początku postaram się określić z jaką muzyką mamy do czynienia.
Na pewno fundamentem jest głos Moniki – majestatyczny, głęboki, przypominający
trochę Naamah. W połączeniu z przemyślanymi, poetyckimi tekstami mamy
wrażenie obcowania z bardzo dojrzałym tworem. Kolejnym elementem Ciryam
jest gotyk, a także psychodeliczny art.-rock. Oczywiście, co podkreśla
sam zespół, nie można zauważyć inspiracji metalem. Mocne, dobre gitary,
ciekawe riffy przerywane przez klawiszowe wstawki. Co ważne muzyka,
mimo że osadzona w starej konwencji progresywnego rocka, zawiera także
dużo nowoczesności i świeżego powiewu. Największą wadą tej płyty jest
to, że nie jest wyrazista ani porywająca. Ot zespół sobie gra, a ja
sobie słucham i nic z tego nie wynika. Nie zapamiętałem nawet jednej
melodii z albumu. Oczywiście nie mogę zarzucić, że Ciryam gra na jedno
kopyto. Są momenty szybsze : ( „ Przeklęty Zegar”, „ Modlitwa” ), są
wolniejsze i bardziej klimatyczne ( „Grzeec cz.2”), wszystko jednak
brzmi monotonnie , ale może tak właśnie ma brzmieć muzyka post-gotycka,
szczerze mówiąc nie jestem znawcą ani miłośnikiem tego gatunku. Najlepszymi
fragmentami płyty są „ Sidła” oraz „Cienie Nieba”, gdzie mocno czuć
Artrosis. W „Sidłach” mamy do czynienia z dobrą melodią i męskimi chórkami,
które podkreślają klimat utworu. Trzeba przyznać że jest to trudna
muzyka. Nie wchodzi łatwo, jak to się potocznie mówi, trzeba być fanem
takiej muzyki, złapać tzw. „ zajawkę” albo mocno się skupić przy słuchaniu.
Nie będę ukrywał, że do płyty zapewne już nie wrócę, bo na co dzień
obracam się w innych klimatach, jednak dla zwolenników ambitnego gotyckiego
art.-rocka pozycja co najmniej polecana. Zespół nie uniknął błędów,
najpoważniejszym jest monotematyczność i monotonia, ale jest na dobrej
drodze, aby tworzyć piękną muzykę. Potencjał i umiejętności są, zabrakło
trochę pomysłów.

ArtRock.PL 30.12.2004

TELPERION

SZEPTY DUSZ

… w zapomnianej krainie,
opuszczonej przez ludzi, gdzie ziemia rozstępując się uwolniła największe
zło, gdzie zapanował lęk i grzech ….wśród krzyków i klątw zabrzmiał
głos prawdy … upragniony płomień nadziei…. Tak brzmi zapowiedz biografii
zespołu Ciryam, który uraczył nas swoim debiutanckim albumem „Szepty
Dusz”. Ten krośnieński zespół postanowił połączyć muzykę charakterystyczną
dla sceny gothic i art.-rock w jedną, spójnie brzmiącą całość. Definitywnie
udało im się osiągnąć założenie. O samym zespole niewiele można powiedzieć.
W 1999 roku zaistniały zaczątki o nazwie ARDOR, aby w 2003 roku zmienić
nazwę na Ciryam. Od samego początku zespół był zafascynowany sceną gotycką
i metalową, jednak to co proponują na swoim debiutanckim albumie daleko
wykracza poza ta ramę. Ich muzyka doskonale sprawdza się jako ilustracja
klimatyczna do gier Role-Playing czy festiwali rycerskich ale nie jest
pozbawiona nowoczesnego brzmienia. Materiał zaaranżowany jest z dużym
rozmachem i to pewnie to bogactwo wpierw trafiło do wydawnictwa Metal
Mind oraz zasłużonego Ars Mundi, które w połowie 2004 postanowiło nagrodzić
pracę zespołu wydaniem ich tego pierwszego, tak zawsze wyczekiwanego
albumu. Całość to 11 kompozycji. Nie mogę napisać słowa „porywających”
ale bardziej pasuje „klimatycznych” oraz „ dynamicznych”. Jednak noga
tupie ale w autku robi się momentami niebezpiecznie. To nie jest muzyka
do samochodu. Album otwiera zachęcający Prolog. Przyznam, że 2 minuty
brzmią bardzo ciekawie, ale dalej twarde lądowanie pod postacią utworu
Dziewczyna. I praktycznie do 5 utworu nic się nie dzieje, całość brzmi
jak jedna melodia podzielona na części: poprawne linie melodyjne, bogate
chórki w wykonaniu Krzysztofa Zajdla i wokal wodzący Moniki Jasłowskiej.
Muszę przyznać że w Polsce do wokalistek w rocku nam się trudniej zawsze
przyzwyczaić – jakoś do głosów śpiewających pań mamy mniejszą tolerancję.
Podobnie i w tym wypadku troszkę czasu minęło zanim się przyzwyczaiłem.
O ile Krzysiek może startować do roli operowego tenora – naprawdę słychać
predyspozycje, o tyle mocny, twardy głos Moniki jednak nie do końca mi
pasował. Może to wynika z charakteru muzyki gdyż linie wokalne słychać
są dopracowane, ale lekko trącą monotonią przez co wpływają na odbiór.
No ale taki jest urok muzyki post-gotyckiej. Podejrzewam, że gdyby Monika
starała się jednak mniej wpasować głosem w kanon metalowy nadając mu
różną modulację i wykorzystać bogactwo jakie daje muzyka Ciryam – mielibyśmy
jeden z najciekawszych wydanych w tym roku albumów. Poza tym ….zabrzmiał
Grzech cz. II i dzwoneczki z organami rozwiały kompletnie myśli o monotoniczności.
Prawie nie zauważalne przejście w Sidła – i Krzysiek daje popis swoim
operowym zaśpiewem ( tego pana na główny wokal proszę). Czysto, melodyjnie,
dwa miecze, Bogurodzica, Jeszcze Polska .. i kolesie w puszkach z dwoma
mieczami – te klimaty. Nie mam więcej pytań. Sidła to jak się okazało
jedna z perełek na tym albumie. Jeżeli bym chciał komuś pokazać ten album
- zacząłbym właśnie od tego utworu ze względu na bogatą formę wokalną
i instrumentalną. Nie brakuje spokojnej melodii z pianinem w roli głównej,
mocnych metalowych riffów, dobrej pracy sekcji rytmicznej i chórków,
jakie wzbudzają szacunek do muzyków. Trafił się im utwór w którym każdy
miał się czym wykazać – i zespół wykorzystał ten moment najlepiej jak
mógł. Choć instrumentalnie pierwsze skojarzenia jakie przyszły to z debiutem
Artrosis o tyle druga część utworu ….boleryczny rytm lizardowskiego
Bezmiar i Bezdzwięk w gotyckiej oprawie. Ale są też niewykorzystane momenty.
Gdyby zespół rozwinął instrumentalne wprowadzenie do „ Serca płacz „
to mielibyśmy dwa dobre utwory, zamiast jednego, w którym po momencie
świetnego wejścia mamy do czynienia z jak najbardziej oczywistym rytmem.
Po przesłuchaniu utworu wielokrotnie doszedłem do wniosku że można by
świetnie podzielić go na dwie zupełne różne produkcje z jednej misternie
dopieszczając intro do pełnego utworu z drugiej pozostawiając tą dalszą
część, w której w sumie nie można nic zarzucić. Zdarzają się nieliczne
przebłyski warsztatowe basisty czy klawiszowca, mówiące że panowie maja
coś jeszcze w muzyce nam do pokazania. Przed-finałowa etiuda „ Cienie
nieba „ to niewątpliwie rarytasik na tym albumie. Jak zawsze wszyscy
zostawiają najlepsze na koniec. I w tym wypadku z oddechem Artrosis na
plecach i gęsią skórką wchodzi brzmienie instrumentów jak najbardziej
klasycznych: Ciryam nie żałowało nam wrażeń dodając baryton i skrzypce,
co bardzo urozmaiciło ten drugi raz nie mam do zespołu pytań. Epilog
.. wracamy do początku i żałujemy że album się już kończy, znane brzmienia
a’la Brian Eno w instrumentalnej oprawie. Winien jestem małe wytłumaczenie.
Krążek ukazał się parę miesięcy temu, ale pora nie była idealna do oceny.
Trudne to zadanie, gdyż zespół jest młody i popełnił kilka błędów, które
z uwagi na ich staż należy darować. Inaczej ocenia się zespół który złożony
jest z muzyków wytrenowanych, inaczej z dopiero stawiających pierwsze
kroki na scenie. Kroki jakimi idzie Ciryam są trudne. Materiał przygotowany
pieczołowicie chociaż nie wolny od monotematyczności. Kiedy bym słuchał
tego krążka? W nocy. Albo pod rozgwieżdzonym letnim niebem, przy ognisku
np.; na Alasce ;) ( sympatyczne miejsce położone na Kaszubach) czy w
domu jesienno – zimowym wieczorem przy kominku przy książce lub właśnie
grze Role-Playing. Tak więc jest jesienny wieczór, godzina do północy,
właśnie skończyłem słuchać ten album i zapewne nie raz będę do niego
wracał.

ArtRock.PL 06.11.2004

Tomasz Kamiński

DEMO 2002

Sporo ciepłych słów
mogę skierować pod adresem zespołu ARDOR(obecnie CIRYAM). Nie obawiają
się sięgania po gotyckie środki przekazu, nie smęcą, a siłą napędową
oprócz niezłych melodii jest też wokalistka Monika Jasłowska, która bierze
przykład z najlepszych śpiewaczek z tego kręgu. 4-utworowe demo „…
the Prayer ” powstało w Hertz Studio i między innymi dzięki temu
nabrało kolorów i mocy.

PAGAN RECORDS,

Katalog # (17) 1/2004,

Wojciech Szymański

DEMO 2001

(…) muszę powiedzieć, że prezentujecie
więcej niż przyzwoity poziom – pozostaje mi chyba życzyć powodzenia w
poszukiwaniu wydawcy, bo nie mam wątpliwości, że taki na pewno się znajdzie.
Serdecznie pozdrawiam.

MYSTIC PRODUCTION,

Tomasz Franczak.

DEMO 2001

(…) witam, fajny materiał, ciekawe
teksty i bardzo dobry śpiew wokalistki, z pewnością „. ” …
modlitwa to album ze swoistym klimatem.

PAGAN RECORDS,

Tomasz Krajewski.

DEMO 2001

(…) „modlitwa” to dopracowany
łakomy kąsek dla fanów mrocznego gotyku. Bardzo dobre partie wokalne
Moniki wpływają na jeszcze wyższą ocenę tej płyty.

Wojciech Chamryk

DEMO 2001

(…) ARDOR, również
przybliża nam klimaty gotyckie i trzeba przyznać że robi to całkiem nieżle.
Nagrana jesienią ( 2001 r.) płyta „modlitwa” to osiem utworów
z ciekawym, niekiedy patetycznym klimatem, interesującymi tekstami w
ojczystym języku i orginalnym spiewem wokalistki.

PAGAN RECORDS #1 2002 r.

DEMO 2001

(…) oto debiutancki
materiał sekstetu parającego się muzyką niezwykle klimatyczną na dodatek,
uposażoną polskimi tekstami. Na wokalu Monika, niewiasta o interesującej
manierze wokalnej. Ponad 45 minutowy materiał to melancholijny, zimny
metal wspierany klawiszowymi sekwencjami. Brzmienie jest dosyć interesujące,
z kolei głos Moniki jest tu na pierwszym planie, rozpościera się ponad
ARDOR niczym skrzydła nocnych ptaków. Technicznie jest OK.

THRASH’EM ALL #2 2002 r.

DEMO 2002

(…) uważam że nagraliście
naprawdę kawał niezłej muzy a wokalistka zaskoczyła mnie swoimi umiejętnościami.PAGAN RECORDS,Wojciech Szymański

em